Na bulwarach paryskich 
Słychać mowę hinduską,
Dźwięk daleki - nie bliski,
Obcy myślom i ustom.

W mojej gwarnej dzielnicy
Jak pożółkłe zagadki
Chodzą mądrzy Chińczycy
I leniwe Mulatki.

A przez okno hotelu
Widzę ptaków trzynaście
I ostatni ich przelot
W księżycowe przepaście.

Czoło chore przyciskam
Do drewnianej framugi,
Noc w Paryżu - paryska,
Sen się zbliża - niedługi.

A ty krążysz nad głową
Poprzez sny, co się nie śnią,
Wierna ustom i słowom
I tym snom, i tym pieśniom,

Tobą ptaki śpiewają
Nad mrokami mojemi,
Mowo mojego kraju,
Muzyko mojej ziemi!


Jesteśmy zupełnie sami 
I sufit wisi nad nami.
- Który to rok na świecie?
- Siódmy po narodzeniu miłości.

Ach, wypij lekarstwo, wypij,
Niech oddech twój tak nie skrzypi!
- Jakiż to miesiąc?
- Gwiazdopad...

Bądź jeszcze trochę cierpliwa,
Ból mija, życie upływa...
- Jakiż dzień dzisiaj mamy?
- Dzień dobry...

Już można okna otworzyć,
Tak łatwiej ci będzie dożyć...
- Która godzina?
- Za dziesięć minut ostatnia.