Kto uwikłał w dni mych niepewność,
W mój żałobny samotny los,
Twoją rzewność i twoją zwiewność,
I twój ciepły jak oddech głos?
Kto twych oczu jasność jedwabną
Rzucił w mrok moich ciemnych rzęs?
Czemu wątłe twe dłonie słabną
Pod naporem nie twoich klęsk?
Czy ty nie masz lęku ni obaw,
Że mym życiem zapragniesz żyć?
Lepiej sercem moim się pobaw
I czym prędzej ode mnie idź.
Lepiej czoło mi tylko owiej
Wiosną swoich różowych lat,
By ci było lżej i różowiej,
Gdy się będę na chmurach kładł.
Ratuj życie swoje bezbronne,
Bo gdy pierwszy napotkam gaj,
Upoluję twe ciało wonne,
Tak mi dopomóż maj!
Czas już zacząć umierać z humorem. Niepotrzebnie tak na mnie
patrzycie,
Świat. moi mili, nie kończy się przecież na jednym człowieku,
Dla niego - owszem, na pewno. Lecz każde dzisiejsze życie
Urwać się musi jak moje przed końcem jednego wieku.
Za sto lat nikt już nie przetrwa spośród trzech ludzkich miliardów,
Które dziś myślą i cierpią. A tych zaś, co umierają,
Zastąpią inni. I oni też wpadną w sidła hazardu,
By rozstrzygnąć pytanie, czy wpierw była kura, czy jajo.
Mnie już nic a nic nie obchodzi. Ja już jestem poza tym;
Skończyły się wszelkie problemy, wątpliwości i troski;
Przez niedomkniętą powiekę dostrzegam nicość nad światem,
A w głowie mam dawne miłostki i podobne błahostki.
Zasunięto w oknach kotary, zatrzymano zegary
I duch mój powirował w stronę wirujących stolików:
O, teraz już nikt z was nie powie o mnie, że jestem stary -
Ja teraz jestem najmłodszy. Najmłodszy wśród nieboszczyków.