Wszystko to, moja miła, gdzieś i niegdyś było,
Prawie że zapomniane, pogrzebane dzieje...
Jeśli cię kto zapyta, czy istnieje miłość,
Powiedz, że nie istnieje.
Pewnie i Boga nie ma, i śmierci nie bywa,
Urojona jest wieczność płynąca z daleka
I księżyc jest zmyślony, i noc nieprawdziwa
Za oknami człowieka.
Wszystko to można przetrwać i nawet poniekąd
Zapomnieć, jak się ludzkie imię zapomina,
I nawet nie usłyszeć, gdy w szeleście sekund
Wybije twoja godzina.
Nie ma nic, moja miła, i nigdy nie bywa,
Zmyślone są zapewne te okrutne słowa,
Urojony jest księżyc i śmierć nieprawdziwa,
I noc październikowa.
Gdziekolwiek cię dopadnę, gdziekolwiek cię pochwycę,
Zabiorę cię do siebie, na Wielką Niedźwiedzicę.
Znużyły mnie już ziemskie rozboje i podboje,
Na Wielkiej Niedźwiedzicy rozbiłem szatry moje,
Na siedmiu wielkich światach, na siedmiu nowych lądach,
Jednego twego ciała mój mały świat pożąda.
Zaskoczę cię, przerażę, pochwycę i uniosę
Na te obszary płynne, do moich siedmiu wiosen.
Tam żaden ląd nie stwardniał, tam żaden świat nie ostygł,
Przerzucam między nimi niedotykalne mosty,
Przez mosty biegnie płomień - wieczne, serdeczne ciepło,
Przy którym ciało moje sczerniało i okrzepło.
Przerzucam giętkie mosty w czerwonej atmosferze,
Pieszczotą i tęsknotą potęgę moją mierzę.
Czy mierzę, czy nie mierzę - sam jestem niezmierzony,
Mam jeden kwiat paproci dla ciebie przeznaczony,
Czerwony kwiat paproci w płomiennej okolicy,
Na skórach, na niedźwiedziach, na Wielkiej Niedźwiedzicy.
Otulę cię, ogarnę, na siedem części potnę
I oddam siedmiu gwiazdom twe ciało siedmiokrotne,
Skrwawiony, nasycony na ziemi znów się ocknę
I siedem świec zapalę, i zaćmię gwiazdy nocne.